poniedziałek, 12 maja 2008

Zielone Świątki



Gdyby tylko jeszcze jeden komunista dziś zabiegł mi drogę...byłoby z nim krucho. Roi się od dziewczynek w białych sukienkach z wiankami na głowie i chłopców w pedalskich mini-garniturkach, prawie tak obficie jak od ptaków. Ptaki cały dzień dziś mnie ścigają. Małe-fakt,ale gryzą wszędzie, nawet tam,gdzie wcześniej nie planowały. A na polanie zepsuł się rower,co teraz? Może po prostu zjedzmy arbuza. Ptaki też lubią arbuzy. Trzeba uciekać, jadłeś kiedys arbuza uciakając przed ptakami? Jedynym tego skutkiem jest oblana słodkim sokiem broda. Nieszczęściem jest dopiero to, że tylko ptaki są chętne by ją oblizać. Znów trzeba uciekać. Ale na szczęśćie mamy krzaki, krzaki zawsze ratują człowieka z opresji. Dziś popilnują nam rowerów, kiedy my zwiedzać będziemy Chatkę Puchatka łapiąc na kark stada kleszczy.
Czyżby nie było pola? Pole musi być. Wielkie wierze psują krajobrazy także po to, by Puchatek w swej chatce miał zasięg. SOS. Pomoc wezwana. Jeszcze tylko godzina marszu i będziemy na leśnej autostradzie. Autostradzie? No tak, to tutaj w kłębinach kurzu pojawia się ratunek dla strudzonych tułaczy, których niegdyś czarne buty przybrały kolor...popiołu. Wycieczka w tym własnie momencie przybiera postać zmotoryzowanej. Przed nami długa droga, nad nami wydobyte z krzaczorów rowery. Tak pojedziemy do domu, innych wyjść brak. Nic tak nie działa jak czerwona sukienka? Fisz się nie zna na modzie. Dzień cały spędzony w legginsach, a jakże udany. Umyjmy buzie i jedźmy dalej. Nie wiadomo gdzie, bolid trzęsię, a z głośników słychać wycie napalonego Liroy'a na zmianę z Krzyśkiem Krawczykiem. Znów komuniści... z nimi goście zaopatrzeni w puszki pełne bursztynowaego napoju. Pani na przednim fotelu naszego bolida wyciąga rewolwer - zastrzeliła wszystkich. Został jeszcze tylko skuterowiec który ich eskortował, podarujemy mu życie, wygląda na wystarczająco przerażonego. Dwadzieścia kilometrów dalej... punkt widokowy,a na nim? Komuniści! Przybranym w sexowne sukienki ośmiolatkom rodzice robią zdjęcia z betonowym penisem. Pewnie mówią im, że to grzyb,a przy następnej rodzinnej kolacji razem będą się z nich śmiać. Odjeżdźamy, uff. Kierowca musi jeszcze tylko wurzycić bombę z bolida, potem szybko uciekamy zostawiając za sobą spalonych komunistów. Spalonych...to słowo od pewnego czasu wzbudza we wszystkich pasażerach podniecenie.a moźe raczej obrzydzenie...nie wiem, zbyt bliskie znaczeniem są oba te słowa.
Polana...a na niej,na tle jeziora, jakaś tęga pani robi "dana dana", pokazuje wszystkim kolana, a z auta puszcza na przemian 3 piosenki... wcale nie znane. Paradoksem jest to, źe każdy znał ich teksty. Znów te ptaki... musimy przez nie ciągle uciekać. Męczące są; o patrzcie.! Na lewo. Więzienie, jakie piękne.W środku lasu więzienie? Dziwne. Więzienie a w nim. A w nim sami starzy ludzie. Starzy ludzie co oni tu robią. To nie tacy zwykli starzy ludzie. "Mają prezydenckie pensje"- mówi kierowca. Prezydenckie pensje, albo bogate rodziny, myślę sobie. Myslę sobie,ze to dom starców. Na tym chcę skończyć to myślenie. Wole nie podejrzewać, nie rozmyślać nad tym, co może się tam dziać. Kto oglądał "Lot nad kukułczym gniazdem" czy "The Jacket", nie ma ochoty studiowac filozofii zachowań w tego typu miejscach. Ach te ptaki, pełno ich w bolidzie, szybko jedźmy dalej, niech je wywieje. A co to przed nami? Nie, błagam, nie, komuniści. Cała załoga, cała czwórka wyjmuje kałasze...zabijemy wszystkich komunistów. Most, czy to most kolejowy? Most kolejowy,już nie uczęszczany.Wysoko. Lęk wysokości? Halo,czy ktoś z Was ma też lęki. Nie dotykaj mnie na tej wysokości. Tyle metrów nad ziemią wolę być sama. Idźcie wszyscy jak najdalej, ja tu zostane, powalczę z moimi lękami sama...albo nie, poczekam na Was na dole, tam mi najlepiej. Boze, ja mam legginsy? Jak ja wygladam? A moze nie najgorzej, przeciez sa tu tez ptaki. nikt nikimu nie patrzy na nogi,kiedy musi odganiać te ogromne ptaki. Chce zobaczyć wietnamskie świnie! Mamo, tato, ja chce świnie. Pojedziemy, pokażemy Ci wietnamskie świnie. Już.To niedaleko. A to co? Nie ma świnek... konie, kuce, króliki, lewoskrętne oszalałe koziołki...ale swinek nie ma. Cóż wzamian? Komuniści. Uciekajmy!!! Pani Jagodo, nich ich Pani zastrzeli, bagnet na ramie i do roboty. Umarli, bardzo dobrze. W końcu to przez nich nasza wycieczka skończy się w komercyjnym McDonaldzie, gdzie na każdym kroku widać jakieś grube lachociągi w białych szpilkach i z zółtymi torebkami. Zjemy i uciekamy. Nawet pan motocyklista wygląda dziś jak kobieta, co się dzieje na tym świecie? Z nadzieją upolowania dobrego towaru odjeżdżamy w kierunku autostrady. I tu rozczarowanie. Nawet dziwki wzięły wolne w Zielone Świątki. Paniom już podziękujemy!
[LOC]

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

JA też mam lęki i walczę, walczę....bezskutecznie.
Pisz, pisz, bo to co piszesz jest naprawde inspirujące. Czytam z zapartym tchem.

Bien pisze...

a kto lęków nie ma? Ja jestem zadowolony, ze boje sie tak pozornie niewielu rzeczy. Odgradzamy sie od świata stawiając kolejne zapory. Za parę lat w ogóle słuch po nas zaginie...
Wyobraźnie masz moja droga niezaprzeczalnie fantastyczną;)