...przecieram oczy odrętwiałymi kończynami,
zdaję się, że docierają do mnie dziwne brzmienia.
To zza ściany dochodzą szepty, nieraz podniesione głosy.
Kolejna noc pełna niepokoju. Co będzie jutro?
Czyja psychika tym razem zostanie zbesztana,
komu dziś dane będzie usłyszeć słów parę o swojej ułomności.
Czy są ludzie mający prawo potępiac sposób życia innych,
czy są oni az tak doskonali, ze wolno im krytykowac kazdy twoj ruch?
Spocone dłonie, lekko drżące członki,
szeroko otwarte oczy po środku ciemnej nocy.
Słuchać czy nie słuchać. Muzyka, tak muzyka.
Zagłuszanie tego, czego nie chce się uslyszeć najlepszą jest metodą.
Pozostaje jedyną metodą.
Mych ukochanych chcę wziąć do łóżka.
Pod me ramiona wtulić ich dusze by były wolne od takich wzruszeń.
Chyba zasnęłam, patrze już świta.
Wyjść z łóżka czy ukryc się pod pierzyną?
Nie wiesz co lepszym dla ciebie będzie,
uciekać wiecznie czy stawić czoła;
nie brać problemu zbyt na poważnie czy dostać w mordę za garść szczerości.
Ciarki po plecach już ci biegają, jelita znac o sobie dają.
Wiara w rozsądek, w ludzkości mądrość,
w miłość za miłość gdzieś uciekają.
Nie masz już czucia w swoich rączynach,
mózg się gdzieś podział, to sensu finał.
I nagle budzisz się roziskrzona, zalana potem i ucieszona,
że sen to tylko był, a nie twe życie lecz w tle zza ściany dochodzą już szepty ...
[LOC]
środa, 20 sierpnia 2008
Subskrybuj:
Posty (Atom)
