Wyszedł z ciemnego zakątka ulicy i dostrzegł tę samą czerwoną furgonetkę. Obrócił się z powrotem najszybciej jak potrafił i zaczął biec. Ściany kamienic stojących przy wąskiej alejce, którą się poruszal zdawały się kurczyć, zamykać. Jak gdyby usiłowały go zatrzymać. Zamknąć mu drogę ucieczki. Poczuł klaustrofobiczne bicie serca, w gardle stanęła mu wielka gula. Nie wiedział gdzie się podziać. Na szczęśćie byl już całkiem blisko. Zadyszka opanowała cały układ oddechowy, a nawet umysł, nogi i resztę ciała. Czuł się jak zwłoki. jesli ktokolwiek w ogóle wie, jak one się czują. Resztkami sił łapał małe porcje tlenu, kiedy przed oczami wyrosły mu tak dobrze znane drzwi starego magazynu oznaczone wielkim napisem: "Wyjście ewakuacyjne". Widok ten zadzialał na niego jak zastrzyk energii. Przyspieszył kroku i tuż za tymi wielkimi, zniszczonymi wrotami przytulił się do muru. Muru, zwykłego zimnego z czerwonej cegły. W momencie, kiedy jego ciało całe przylegało do ściany, zniknął. Już był po drugiej stronie, wciąż nie nauczył się lądować. Stoczył się z górki do samych stóp olbrzymiego dębu. Otaczalo go mnóstwo zieleni. Kraina w której sie znajdował przekonywała każdego o swej niezwykłości. Każdy jej element cieszył oczy i zaskakiwał umysł. Te niezmierzone łąki, liczne wzgórza i błyszczące stawy zapraszały do życia. Wszędzie rozposcierał się zapach jaśminu. wypełniał każdy skrawek powietrza, tulił duszę i koił smutki przyniesione ze wszystkich ston ziemi. Wielkie obszary porośnięte wrzosami przyciągaly wzrok nawet stałych bywalców, nie sposób było sie nimi nacieszyc, wciąż chciało sie więcej.
Farrero był młodym pełnym energii człowiekiem. Życie doświadczyło go wieloma klęskami i cięzkimi próbami. Był wytrwały. Nie tracił wiary w to, ze w końcu uda mu się spełnić swoje najskrytsze marzenia. Każdego ranka skrzętnie zapisywał swoje sny. Tworzyły one spójną całość, przedstawiały niebanalną historię życia jego ojca. Noce stanowiły dla Farrero jedyną istotną część egzystencji. Dnie były męczarnią. Chciał wreszcie dokończyć rozpoczętą hostorię, wyczekiwał wieczorów, a tuż po przebudzeniu notował wszystkie szczegoły, wszystko, co udalo mu się zapamiętać. Składał opowieść swego przodka jak puzzle. Jak bardzo szczegółową układankę, na której rozwiązanie potrzeba wiele czasu i przede wszystkim mnóstwo poświęcenia.
[LOC]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz