poniedziałek, 10 listopada 2008

Kwiecie na plecie

Swoja stopa w swoim bucie
z kwieciem latała po świecie.
Nie myślała, że powstanie
przy herbacie wspominanie.
Bucik słodki, niecodzienny,
wpływ na panów miał bezwiedny.
Choć chowały go nogawki,
raz spódnice, czasem ławki,
wpadał w oko dżentelmenom,
dziewki nóżek był domeną.

Dziś pantofel wytrzymały
komplement dostał wspaniały.
Od młodzieńca pociesznego,
co w pamięci trzymał jego.
Wspomnień stał się but przyczyną,
mego wieczoru soczystą nowiną.
Dzięki pana wspomnień blasku,
but obudzi się o brzasku.
Spotka znów panów spojrzenia,
koniec pięknych pantofli leżenia.
[LOC]

niedziela, 28 września 2008

Pakt polsko-rosyjski

...podziękował im obu, a jedną z pań wziął w ramiona i pocałował.
Czuł się niepewnie, świadczył o tym pocałunek - był nieśmiały, przerywany i krótki - po prostu nieudany.
Byc może zdawał sobie sprawę, że adorowana pani nie koniecznie miała na ów incydent ochotę.
Całe szczęście, że nie wyssał on z tej kobiety całej energii. Zostawił jej tyle, że miała siły stanąc na barze i zatańczyć z butelka tequilli w dłoniach, raz po raz zalewając płynem otwarte usta mężczyzn przy barze, głównie niemieckich turystów.
...a kiedy jeden z panów zasnął już na klubowym barze, obie panie chwyciły go pod ramiona.
Odprowadziły podpitego młodzieńca do mieszkania w tę świetlistą, gwieździstą noc.
Już po paru minutach były z powrotem w roztańczonym klubie.
Adorator zdawał się być przekonany, ze panie nie wrócą.
W jego ramionach już ogrzewała się kolejna, niezbyt urodziwa turystka. Jej plecy oparte o bordowe ściany i ręce uniesione nad głową, przytrzymywane jego dłońmi, zdawały się mowić: "patrzcie tutaj, gramy scenę jak w tanim pornolu".
Stanislav był tak zaabsorbowany nową przyjaciólką, że w ogóle nie zauwazył powrotu swojej miłosci z przed pół godziny. Jej jeansy zakrywały nogi do stóp, jako jedna z nielicznych nie wdziała mini. Różowa koszulka lekko odkrywala świeżo opalony dekold przyciągając tym samym nadto śmiałe spojrzenia blisko usadowionych panów. Jednak Stanislav jej nie dostrzegł, wciąz tkwił pod scianą, wciąz trzymał ręcę do góry - musi mieć niezłą cyrkulację krwi skoro nie spłynęła mu jeszcze w całosci do pięt od tkwienia w takiej pozycji.
Valery usiadła na wysokim krześle przy barze, nie miała już ochoty patrzec na Sex On The Beach i inne drinki więc utkwiła wzrok w telewizorze. Prawdopodobnie wyświetlano akurat "South Park"..moze "jurassic park". Nie była pewna co ogląda, cała rozkojarzona nie zauwazyla, ze dosiadł sie koło niej jakis podejrzany typ, który grzebał cała ręką w drinku. Juz po chwili wiedziała w jakim celu. Wyciagnął z napoju wszystkie kostki lodu i usilowal wrzucic je Valery za majtki. Dziewczyna nie wystraszyła się, była raczej rozzłoszczona, że musi opuścic ugrzane krzeslo. Zamieniła się miejscem z przyjacielem. miała nadzieje, że jemu za koszulke nikt nic nie wrzuci i miala rację. Jak tylko jej kolega zajął ugrzane przez nią miejsce, typ momentalnie sie oddalił. Widocznie nie byli w swoim typie.
...a Stanislav nadal całował i był całowany. Po ustach, po szyi, a ich ręce uniesione byly nad głową.
...i przyszedł poranek. Pana nocą spiącego na barze nękało zmeczenie i ból głowy, drugiego, tego co nie był "w typie tamtego typa od kostek lodu" meczył kac. Panie wstaly w świetnej formie. Wdziały kostiumy i zaciągnely mezczyzn na plaże. Tam mogli odpocząć, zaczęrpnąć morskich, orzeźwiających kąpieli.
...a potem dzień kolejny. Valery z przyjaciółmi, jak co dzień, wybrali się na plażę. Dziewczyny opalały się topless, a chłopcy rzucali się na wielkie, spienione morskie fale. Dzień mijał uroczo. Slońce ogrzewało nagie klaty młodzieży z prowincji i mimo, ze ból gardła i kaszel im nie minął nawet w wysokiej temperaturze południa Europy, z ich twarzy nie znikał usmiech.
Valery wraz z bratem grała w piłkę w wodzie, smiejąc sie przy tym nieziemsko z każdej napotkanej głupoty. wtedy to zauwazyli zbliżającą sie ku nim opaloną postać o jasnych włosach i średnim wzroście. Był to Stanislav. Machał do nich tą samą dłonią, którą poprzedniej nocy przytrzymywał ręcę brzydkiej turystce nad głową. valery i jej brat odpowiedzieli mu usmiechem...potem uśmiechnęli sie jeszcze szczerzej do siebie nawzajem. Ironiczność tego gestu zalała chyba całe Morze Śródziemne.
Stanislav był z pochodzenia Rosjaninem, ale mieszkał od wielu lat w Niemczech. Tutaj, na wakacjach porozumiewał sie po niemiecku. Valery i jej przyjaciele nie znali tego jezyka dlatego kulawo rozmawiali ze Stanislavem poi angielsku. Rozumieli się.
Stanislav popatrzył na Valery i jej brata ubawionych po pachy. Zapytał, jak minęła im zabawa, którą to przeciez on organizował. Podziekował Valery za rolewanie tequilli z baru prosto do ust napalonych facetów, a na koniec zapytał ją "jak dlugo zabawiła". Valery z szerokim uśmiechem odpowiedziała, ze bawiła się do końca imprezy, na co Stanislav oblał się purpurowym rumieńcem. Zdał sobie sprawę, że cały ten czas, kiedy trzymał dłonie w górze opierając ropuche o bordową ściane klubu, był obserwowany. Juz wiedział, że Valery widziała go w tę noc z tamtą kobietą. Wszyscy troje wyszli z wody i natychmiast zmienili temat na jakikolwiek inny... jeszcze bardziej zenująco-nudny.
...dzis Valery ma numer Stanislava, on ma adres jej poczty mailowej. Żadne z nich nie odezwie się pierwsze. Pewnie juz nigdy się nie spotkają, a szkoda. Zabawna to była znajomość, której początku chyba sami nie znają. On nadal będzie przytrzymywał damskie ręce nad glowami w nocnych klubach, ona, wzdychać do Kurta przeszywającego ją spojrzeniem w sobotnie południa nad stertą warzyw.
[LOC]

czwartek, 11 września 2008

Zrozumieć kobietę

"Co to znaczy kochac męzczyznę? To znaczy kochać go na przekor sobie, na przekór niemu, na przekór całemu światu. To znaczy kochać go w sposób, na który nikt nie ma wpływu. Kochać jego pragnienia, a nawet jego awersje, kochać ból, jaki ci zadaje, ból, którego nie odczuwasz jako bólu, ból, o którym natychmiast zapominasz, który nie pozostawia śladów. Kochać to znaczy mieć tę wytrzymałość, która pozwala przechodzić przez wszystkie stany, od cierpienia do radości, z tą samą intensywnością.

Kobieca milość to jądro, to mgławica w głębi umysłu, to coś, do czego nie ma dostępu, czego nie może zmienić. Jakaś część mężczyzny wciąż w niej żyje. nawet gdyby odszedł, ta część by została. Tkwi w niej. Kobieta jest odbiciem meżczyzny, on jest jej odbiciem, żadne z nich nie może już istnieć oddzielnie.


L: Nie znudziło ci się odgrywać ciągle taką wspaniałą rolę?
G: Wspaniałą rolę? Nie pomyślałem o tym.
L: Mam tego dość. Tego, że domyślasz się błota, jakie mam w głowie, tego, że mnie rozumiesz, tego, że nie masz mi za złe, tego, że mi wybaczasz. Chciałabym, żebyś mnie nienawidził, żebyś mnie bił, żebyś mi ubliżał. Chciałabym, żebyś cierpiał tak jak ja."
"Małe zbrodnie małzeńskie" Eric Emmanuel Schmidt

środa, 20 sierpnia 2008

SennaJawa

...przecieram oczy odrętwiałymi kończynami,
zdaję się, że docierają do mnie dziwne brzmienia.
To zza ściany dochodzą szepty, nieraz podniesione głosy.
Kolejna noc pełna niepokoju. Co będzie jutro?
Czyja psychika tym razem zostanie zbesztana,
komu dziś dane będzie usłyszeć słów parę o swojej ułomności.
Czy są ludzie mający prawo potępiac sposób życia innych,
czy są oni az tak doskonali, ze wolno im krytykowac kazdy twoj ruch?

Spocone dłonie, lekko drżące członki,
szeroko otwarte oczy po środku ciemnej nocy.
Słuchać czy nie słuchać. Muzyka, tak muzyka.
Zagłuszanie tego, czego nie chce się uslyszeć najlepszą jest metodą.
Pozostaje jedyną metodą.
Mych ukochanych chcę wziąć do łóżka.
Pod me ramiona wtulić ich dusze by były wolne od takich wzruszeń.

Chyba zasnęłam, patrze już świta.
Wyjść z łóżka czy ukryc się pod pierzyną?
Nie wiesz co lepszym dla ciebie będzie,
uciekać wiecznie czy stawić czoła;
nie brać problemu zbyt na poważnie czy dostać w mordę za garść szczerości.

Ciarki po plecach już ci biegają, jelita znac o sobie dają.
Wiara w rozsądek, w ludzkości mądrość,
w miłość za miłość gdzieś uciekają.
Nie masz już czucia w swoich rączynach,
mózg się gdzieś podział, to sensu finał.

I nagle budzisz się roziskrzona, zalana potem i ucieszona,
że sen to tylko był, a nie twe życie lecz w tle zza ściany dochodzą już szepty ...
[LOC]

poniedziałek, 28 lipca 2008

usnu

Przychodzi co noc taka godzina, gdy sił nie starcza by powieki utrzymać. Przybieram wtedy pozycji tysiące by godnie przyjąć me sny nęcące. Jak kokonik, z głową gdzieś przy kolanie, raz na brzuchu, na plecach..czasem i z nogą na ścianie. Czuję oddech Hypnosa na karku. Chcę juz oddalić się w słodkim letargu! Chcę oddać się błogościom nocy, pobierać ciepło z głębin swych mocy. Lecz coś mi przeszkadza, staje na drodzę. Usiłuje to strącić... niestety nie mogę. Tysiace myśli, zmagań pokłady. wytężam swe ciało, umysł chce uśpić. Na nic me próby, na nic wysiłki. Widocznie nie jest mi dane ni chwili spanie... pozostaje tylko ciągłe czekanie.

[LOC]

czwartek, 24 lipca 2008

Odchył

„Oh, stay with me sweet memory”, błagalne słyszę słowa.
Łechce uszy muzyki szum przedzierający się przez ciszę…
Samotność zasiana w tłumie… tak zwanych przyjaciół…
O Święty Boże, Święty Mocny, Święty… a ja nieśmiertelna.

Być albo nie być, co to za pytanie, czy mogę mocnej biczować swe myśli?
W pamięci zagubione uroczo-fatalne wspomnienia, mą duszę ciągną do potepienia.
Czy „oczu moich chmurność…można ocalić od zapomnienia”?
O Święty Boże, Święty Mocny, Święty… a ja nieśmiertelna.

Ciężka głowa, o ociężała ma głowa.
Zamykam oczy z nadzieją, nadzieją na zapomnienie.
Z każdą sekundą ma niezbywalna świadomość BYCIA drażni coraz mocniej.
O Święty Boże, Święty Mocny, Święty… a ja nieśmiertelna.

Ile jeszcze zostało nam dróg na drodze życia, ile siebie w samym sobie?
Czy różnicę ktoś odnajdzie w trosce i obłudzie?
Już nie widzę sensu, sens się zapadł gdzieś, ot co.
O Święty Boże, Święty Mocny, Święty… a ja nieśmiertelna.

Kotom dali 9 żyć, gdzie jest sprawiedliwość.
Czy w twym życiu pełnym cnót podaruje ci ktoś drugie?
Mówią, że ptak składając skrzydła… momentalnie spada.
O Święty Boże, Święty Mocny, Święty… czy wyglądam jak nieśmiertelna?

Twa wrażliwość, Twoje czyny, nie dostrzegam ich.
Chce w codzienniej mej nudności móc odnaleźć choćby cień.
Cień co chodzi za mna nocą, nie opuszcza mnie i w dzień.
Cień nadziei, tej co mówi,ze nadejdzie lepszy czas.
Że to życie się odmieni, coś mu nada sens.
Będą oczy me się błyszczeć, będzie błyszczeć caly świat.
Wtedy powiem z przekonaniem, że mam w dupie wszystkich was.
[LOC]

poniedziałek, 14 lipca 2008

Nadmorskie klimaty

Moje przeszczepki
Słoneczny patrol...

poniedziałek, 7 lipca 2008

Degradacja

Próbuję zostać czlowiekiem prawdziwym,

Tym, co pomija ludzkie "wydziwy".

Rodzę pytań ilość niezliczoną,

Czy Natura może zostać ocaloną?




Chciałabym jadać zielone ogórki,

Pic czystą wodę płynącą z górki.

Nosić zakupy w torbie z papieru,

Namówić do tego sąsiadów wielu.



Kupować odzież z eko-bawełną,

Uważać komórkę za rzecz nadto zbędną.

Chciałabym myśleć o Ziemi nieziemsko,

Że cudem jest - nie nadchodzącą klęską.



Czy skazać swoje potomstwo na trudy?

Czy dawać im życie byc może bez wody?

Czy warto rodzić dzieci w tych czasach?

Czy będzie im dane pobiegać po lasach?



Nie znam też puenty do tego tekstu,

Być może nie ma on wcale sensu.

Lecz żyjąc tu dzisiaj serce me krwawi,

Bądźcie dla Ziemi bardziej łaskawi.
[LOC]

niedziela, 6 lipca 2008

Szczerość



Pachnące słońcem szczere uściski,

Spojrzenia w oczy spod małej powieki,

Bezsenne noce nad brzegiem kołyski,

Rzeki korzyści przynoszą z wiekiem.



Te słodkie stópki, co były tak drobne

Dziś już w pośpiechu po świecie biegają.

Oczka maleńkie, do mamy podobne

Rozważne książki o życiu czytają.



Nie ma tu nic antyludzkiego,

Ni grama magii czy czarów dodatku.

Jesteśmy nosicielami życia krótkiego,

Wychowaj dzieci! Odwdzięczą się, matko!
[LOC]

środa, 25 czerwca 2008

Spadanie sKonia wysokiego

Wśród dobytku przyjaciół całego
Ogromnego potencjałem, ilością wąskiego
Znajdziesz ukojenie dla swojej duszy
Często nieczystej, zmartwionej, czy tej co sie kruszy.
Jeden osobnik spowiada się tobie,
Z szczerością przyjmuje to, co mu powiesz.
Docenia wszystkie twoje starania,
Ratuje często od żalem zalania.
A kiedy ciemne przychodzą noce
usiądzie "od tak" z tobą pod kocem.
Zaparzasz wtedy herbaty dwa kubki
I w mgnieniu oka znikają wam smutki.
Wyidealizowanym żyjesz obrazem jego,
dla ciebie jest już wzorem wszystkiego.
Myślisz, że wpieprzył rozumów tysiąc,
Na jego wspaniałość mogłabyś przysiąc.
Lecz nieraz przychodzi taka godzina,
Gdy z konia spadniesz, czyżby to zima?!
Nie wiesz w jakim znajdujesz się świecie
Przyjaciel wspanialy bzdury dziś plecie.
Ten "cud", co ideałem wydawać się mógł,
W oczach twych stracił całą garść cnót.
Okazał się zwykłym człowiekiem szarym,
Co dostrzec nie umie wartości trwałych.
Wystrzegaj się więc znajomości zawiłych,
doceń Przyjaciół, Prawidziwie Miłych.
[LOC]

wtorek, 17 czerwca 2008

Erotic part III

U schyłku XIX i na początku XX wieku na horyzoncie pojawia się bunt przeciw realizmowi, naturalizmowi. Dzieła często nasycone były treściami metafizycznymi. Jest to po prostu modernizm, zalicza się do niego miedzy innymi secesję, której wiernym przedstawicielem jest Gustav Klimt. Malarza tego całkowicie absorbował temat kobiet. Przedstawiał je wystrojone, nagie, stojące, leżące – we wszystkich pozycjach. Pokazywał kobietę gotową do całowania, w ekstazie, pokazywał jej intymne gesty. Był takim wielbicielem i podglądaczem, że nawet kiedy tworzył coś nie związanego z kobietami, w atelier zawsze miał 2/3 modelki. Sposób w jaki Klimt malował, czyli z nas współwinowajców, podglądaczy takich jak on. Sprawia on wrażenie troskliwego amanta kochającego ciało swej modelki, którą chce przedstawić w najbardziej intymnych momentach.
„Rysunki Klimta są kwintesencją zmysłowości. Nie zawierają agresywności Schielego, cynizmu Picassa, szaleństwa Touluse-Lautrec’a. Jest bliższy wyrafinowanemu i eleganckiemu erotyzmowi Ingres’a lub Matiss’a.” – komentował go Gilles Neret.
To prawda, że „cała jego sztuka jest erotyczna”, ale nie jest to sama w sobie erotyka czy pornografia, o którą został oskarżony. Klimt wzbogaca rzeczywistość dekoracyjnymi elementami. Wchodząc w świat jego dzieł czujemy się raczej jak w świątyni. Pokażę Państwu jeden z jego najpiękniejszych, moim zdaniem, obrazów. Jest on erotycznym wzorem jego dzieł. Nosi tytuł „Nadzieja I”. Mamy na nim wszystko – począwszy od bezwstydnego ciała, burzę rudych włosów nie tylko na głowie, ale także na łonie, przez symbole przywołujące noc, śmierć i penetrację, które kontrastują ze sterczącym brzuchem.




Ostatnim artystą, którego wykorzystałam do zobrazowania erotyki w sztuce jest Bruno Schulz. Znany jest on głównie z dzieł literackich. Nie możemy jednak zapomnieć o jego twórczości plastycznej. Był on niewolnikiem erotyzmu, prawie wszystkie prace niosły w sobie podtekst erotyczny. Bruno Schulz żył w czasach, kiedy mężczyzn podniecał nawet niewielki skrawek nagiej damskiej skóry (np. między rękawiczką, a mankietem). Francuski poeta Paul Valery owe czasy tak: „ Przed paru laty tylko lekarz, malarz i klient niezbyt zamkniętych domów byli jedynymi śmiertelnikami, co znali nagość, każdy na swój sposób(…). Nagość była sakralna, czyli nieczysta”.
Schulz jako grafik uwielbiał kształty posągowe, za to jako rysownik należał wręcz do burdelowego podziemia. W swoich pracach ukazywał tandetne, rutynowe i zgrzebne oblicza nędzy płatnej rozkoszy. Z drugiej strony w szulcowskich dziełach widzimy też kobiety władcze i okrutne.

Przykładem jest praca pt. „Kobieta z pejczem i trzej nadzy mężczyźni”. Przedstawia ona doskonale pogląd Brunona Schulza na relacje damsko-męskie, jakie często przejawiały się w jego dziełach. Najlepiej pisał o tym sam artysta w „Traktacie o manekinach” – „Wysunęła się wraz z krzesłem o piędź naprzód, podniosła brzeg sukni, wystawiła powoli stopę, opiętą w czarny jedwab, i wyprężyła ją jak pyszczek węża. Mój ojciec chrząknął, zamilkł, pochylił się i stał się nagle bardzo czerwony. Wypięty pantofelek Adeli drżał lekko i błyszczał jak języczek węża. Mój ojciec podniósł się powoli ze spuszczonymi oczyma, postąpił krok naprzód, jak automat i osunął się na kolana.”
Opis tej jest jednym z łagodniejszych. Wiele z grafik zawiera treści wręcz masochistyczne, gdzie kobieta znęca się nad swoją ofiarą – mężczyzną. Widzimy tutaj, ze kobieta jest bardziej istotą boską, która depcze, kopie, poniża leżącego, klęczącego mężczyznę. Motyw kobiety zniewalającej płeć przeciwną jest często spotykany wśród modernistów. Jak pisała Ewa Kuryluk, w kobiecie z biczem jest „coś z Madonny i coś z szatana, coś z anioła i coś z węża kusiciela, pawia, motyla, ryby i modliszki.”.


Na przestrzeni wieków ludzie wrażliwych duszach, artyści starali się przekazać przeżycia wewnętrzne mające źródło w seksualności w różny sposób. Myślę, że stwierdzenie, iż „cała sztuka jest erotyczna” jest niezwykle trafne. Wszyscy opisani przeze mnie twórcy, na swój sposób, chcieli pokazać światu erotykę, nagość czy miłość. Szukali natchnienia w mitologii, odwoływali się do starożytności lub tworzyli zupełnie odmienne, nowe wizje erotyzmu. Mimo, że wielu z nich niejednokrotnie spotkało się z krytyką, zostało oskarżonych o pornografię i poniżonych, to każdy z nich wierzył w to co robił, bronił swoich prac – pragnął dostarczać widzom głębszych doznań estetycznych, wrażeń wizualnych odbiegających od pospolitości współczesnej im sztuki. Mnie udało im się przekonać.

[LOC]

poniedziałek, 16 czerwca 2008

somewhere...over the rainbow

Somewhere over the rainbow
Way up high
And the dreams that you dreamed of
Once in a lullaby i...
Somewhere over the rainbow
Blue birds fly
And the dreams that you dreamed of
Dreams really do come true
Someday I'll wish upon a star
Wake up where the clouds are far behind me....
Where trouble melts like lemon drops
High above the chimney tops thats where you'll find me
Somewhere over the rainbow bluebirds fly
And the dream that you dare to, why, oh why can't I...?

Well I see trees of green and
Red roses too,
I'll watch them bloom for me and you
And I think to myself
What a wonderful world
Well I see skies of blue and
I see clouds of white
And the brightness of day
I like the dark and
I think to myself
What a wonderful world

The colors of the rainbow so pretty in the sky
Are also on the faces of people passing by
I see friends shaking hands
Saying, "How do you do?"
They're really saying,
I...I love you
I hear babies cry and
I watch them grow,
They'll learn much more
Than we'll know
And I think to myself
What a wonderful world

Someday I'll wish upon a star,
Wake up where the clouds are far behind me
Where trouble melts like lemon drops
High above the chimney top that's where you'll find me,
Somewhere over the rainbow way up high
And the dream that you dare to, why, oh why can't I?

Erotic part II

Wiek XIX zaowocował w twórców takich jak Jean-Auguste-Dominique Ingres i Gustave Courbet. Obraz „Łaźnia turecka” z 1862 roku namalowany przez Ingresa zachwyca tajemnicami, jakie można dostrzec dopiero po bliższym poznaniu. Tutaj ponownie widzimy odwołania do starożytności – sam wątek łaźni, upodobania artysty do orientalnych motywów, które to były modne w XIX wieku.

Można podejrzewać, że obraz powstał wskutek wrażenia po przeczytaniu opowieści Lady Montagu, która opisywała najdoskonalszy harem w mieście. Pisała ona: „Było tam blisko 200 kapiących się (…). Panie rozsiadały się na sofach pokrytych poduszkami i bogatymi dywanami. Niewolnice czesały je (…). Wszystkie były nagie, jak je Pan Bóg stworzył. Nie było między nimi żadnych nieprzyzwoitych gestów ani też wyuzdanych pozycji.”
Fakt, że obraz ma kolisty kształt jest również dość istotny. Jest to celowy zabieg Ingresa, który dołożył starań, aby oglądający czuł się, jak gdyby podglądał scenę przez dziurkę od klucza. Dzieło zawiera wiele fragmentów z wcześniejszych obrazów artysty, np. kobieta z „kąpiącej się”, „Odaliska z niewolnicą”, która prawdopodobnie przedstawia żonę artysty wielokrotnie przez niego malowaną. Warto wspomnieć, że Ingres często deformował kobiece ciała – uznawał je wtedy za bliższe ideałowi, który sobie wypracował, bardziej czarujące. Tak np. „Wielka Odaliska” miała o 3 kręgi za dużo.
Duże poruszenie wywołał w XIX wieku obraz „Początek świata” Gustava Courbet’a . Artysta ten nie idealizował swoich dzieł, nie upiększał ich. W latach 50. systematycznie malował akty. Był w tym wręcz brutalnie bezpośredni, o czym świadczyć może wcześniej przywołany przeze mnie obraz. Courbet miał obsesję na punkcie nagości i seksu. Jako pierwszy pokazał on włosy łonowe w sztuce – wcześniej pojawiały się tylko w pornografii. Świadczy to o jego wierności względem realizmu. Obraz „Początek świata” przedstawia rozrzucone nogi, genitalia, włosy łonowe i pierś jednocześnie zasłaniając głowę modelki. Po ukazaniu dzieła światłu dziennemu – Courbet został okryty niesławą, uznany za rozpustnika i potępiony jako artysta. Nie pozostał jednak wobec tego obojętny – założył stowarzyszenie artystów wobec wolności sztuki.
[LOC]

SIERAKÓW mafija








niedziela, 15 czerwca 2008

Erotic part I

„Pierwszy ornament, jaki kiedykolwiek się narodził – krzyż, miał pochodzenie erotyczne. Pierwsze dzieło sztuki, pierwsze dokonanie artystyczne, jakie pierwszy artysta nabazgrał na ścianie w celu wyzbycia się nadmiaru swoich doznań. Linia pozioma: leżąca kobieta, linia pionowa: penetrujący ją mężczyzna. Ale w naszych czasach człowiek idący za wewnętrzną potrzebą mazania symboli erotycznych na murach jest przestępcą lub degeneratem.”
Są to słowa Adolfa Loos’a zawarte w artykule „Ornament i zbrodnia”, który mówił, że „cała sztuka jest erotyczna”, a na celu miał obrażenie „niezdrowego erotyzmu” Gustava Klimta, który to owy artykuł wyśmiał.


Przyglądając się stwierdzeniu, iż „cała sztuka jest erotyczna” nie sposób się z nim nie zgodzić. Przedstawiam trzy okresy dziejów, w których, według mnie, ukazano najlepsze ku temu dowody.
Przedstawianie nagich ludzi w pozycji leżącej ma korzenie w starożytności. Już w literaturze Grecji i Rzymu przewija się motyw pomieszczenia, w którym znajduje się naga kobieta i widz ją oglądający. Rewolucję artystyczną i zarazem kulturową wywołały w XVI wieku piękno cielesne, erotyzm i seksualność. Z pewnością do rewolucji tej przyczynił się także Tizziano Vecellio, o którym Eugene Delacroix mówił: „Tycjan jest jednym z tych, którzy najbardziej przybliżyli się do ducha starożytnych.”

Chciałabym pokazać Państwu renesansowy obraz „Danae” namalowany przez Tycjana ok. 1554 roku. Zgodnie z obyczajami epoki, tytułem aktów były imiona bogiń lub nimf z mitologii. Danae była uwięzioną przez ojca królewną, na którą zakochany Zeus spadł złotym deszczem, z którego począł się Perseusz. Na obrazie widzimy także okropną, zachłanną staruchę stanowiącą znakomite tło. Jest ona kontrastem uwydatniającym piękno i niewinność nagiej królewny o gładkiej, wyzłoconej skórze.


Artystą tworzącym w tym samym okresie czasu był Agostino Carracci – włoski malarz i rytownik znany głownie z fresków w Bolonii, Rzymie i Parmie. Artysta stworzył serię aktów, na których przedstawiał głównie bogów lub bogów z ziemskimi istotami. Jednym z tych aktów jest „Mars i Venus”. W XVI wieku zainteresowanie mitologią osiągnęło apogeum. Tym samym artyści mieli pretekst do przedstawiania niezwykłych sytuacji np. walki ludzi z bogami lub bogów szukających ziemskich rozkoszy. Spoglądając na dzieło Agostino Carracci nie sposób oprzeć się wrażeniu, że ociera się ono o cienka granicę, jaka dzieli erotykę od pornografii. Lecz choćby ze względu na wielkość artysty warto pamiętać, że w odróżnieniu od pornografii, dzieła erotyczne przedstawiające seksualność człowieka mają aspiracje do wyższej sztuki, a ich zadaniem jest dostarczanie wrażeń estetycznych, a nie podniecenia.

[LOC]