poniedziałek, 10 listopada 2008

Kwiecie na plecie

Swoja stopa w swoim bucie
z kwieciem latała po świecie.
Nie myślała, że powstanie
przy herbacie wspominanie.
Bucik słodki, niecodzienny,
wpływ na panów miał bezwiedny.
Choć chowały go nogawki,
raz spódnice, czasem ławki,
wpadał w oko dżentelmenom,
dziewki nóżek był domeną.

Dziś pantofel wytrzymały
komplement dostał wspaniały.
Od młodzieńca pociesznego,
co w pamięci trzymał jego.
Wspomnień stał się but przyczyną,
mego wieczoru soczystą nowiną.
Dzięki pana wspomnień blasku,
but obudzi się o brzasku.
Spotka znów panów spojrzenia,
koniec pięknych pantofli leżenia.
[LOC]

niedziela, 28 września 2008

Pakt polsko-rosyjski

...podziękował im obu, a jedną z pań wziął w ramiona i pocałował.
Czuł się niepewnie, świadczył o tym pocałunek - był nieśmiały, przerywany i krótki - po prostu nieudany.
Byc może zdawał sobie sprawę, że adorowana pani nie koniecznie miała na ów incydent ochotę.
Całe szczęście, że nie wyssał on z tej kobiety całej energii. Zostawił jej tyle, że miała siły stanąc na barze i zatańczyć z butelka tequilli w dłoniach, raz po raz zalewając płynem otwarte usta mężczyzn przy barze, głównie niemieckich turystów.
...a kiedy jeden z panów zasnął już na klubowym barze, obie panie chwyciły go pod ramiona.
Odprowadziły podpitego młodzieńca do mieszkania w tę świetlistą, gwieździstą noc.
Już po paru minutach były z powrotem w roztańczonym klubie.
Adorator zdawał się być przekonany, ze panie nie wrócą.
W jego ramionach już ogrzewała się kolejna, niezbyt urodziwa turystka. Jej plecy oparte o bordowe ściany i ręce uniesione nad głową, przytrzymywane jego dłońmi, zdawały się mowić: "patrzcie tutaj, gramy scenę jak w tanim pornolu".
Stanislav był tak zaabsorbowany nową przyjaciólką, że w ogóle nie zauwazył powrotu swojej miłosci z przed pół godziny. Jej jeansy zakrywały nogi do stóp, jako jedna z nielicznych nie wdziała mini. Różowa koszulka lekko odkrywala świeżo opalony dekold przyciągając tym samym nadto śmiałe spojrzenia blisko usadowionych panów. Jednak Stanislav jej nie dostrzegł, wciąz tkwił pod scianą, wciąz trzymał ręcę do góry - musi mieć niezłą cyrkulację krwi skoro nie spłynęła mu jeszcze w całosci do pięt od tkwienia w takiej pozycji.
Valery usiadła na wysokim krześle przy barze, nie miała już ochoty patrzec na Sex On The Beach i inne drinki więc utkwiła wzrok w telewizorze. Prawdopodobnie wyświetlano akurat "South Park"..moze "jurassic park". Nie była pewna co ogląda, cała rozkojarzona nie zauwazyla, ze dosiadł sie koło niej jakis podejrzany typ, który grzebał cała ręką w drinku. Juz po chwili wiedziała w jakim celu. Wyciagnął z napoju wszystkie kostki lodu i usilowal wrzucic je Valery za majtki. Dziewczyna nie wystraszyła się, była raczej rozzłoszczona, że musi opuścic ugrzane krzeslo. Zamieniła się miejscem z przyjacielem. miała nadzieje, że jemu za koszulke nikt nic nie wrzuci i miala rację. Jak tylko jej kolega zajął ugrzane przez nią miejsce, typ momentalnie sie oddalił. Widocznie nie byli w swoim typie.
...a Stanislav nadal całował i był całowany. Po ustach, po szyi, a ich ręce uniesione byly nad głową.
...i przyszedł poranek. Pana nocą spiącego na barze nękało zmeczenie i ból głowy, drugiego, tego co nie był "w typie tamtego typa od kostek lodu" meczył kac. Panie wstaly w świetnej formie. Wdziały kostiumy i zaciągnely mezczyzn na plaże. Tam mogli odpocząć, zaczęrpnąć morskich, orzeźwiających kąpieli.
...a potem dzień kolejny. Valery z przyjaciółmi, jak co dzień, wybrali się na plażę. Dziewczyny opalały się topless, a chłopcy rzucali się na wielkie, spienione morskie fale. Dzień mijał uroczo. Slońce ogrzewało nagie klaty młodzieży z prowincji i mimo, ze ból gardła i kaszel im nie minął nawet w wysokiej temperaturze południa Europy, z ich twarzy nie znikał usmiech.
Valery wraz z bratem grała w piłkę w wodzie, smiejąc sie przy tym nieziemsko z każdej napotkanej głupoty. wtedy to zauwazyli zbliżającą sie ku nim opaloną postać o jasnych włosach i średnim wzroście. Był to Stanislav. Machał do nich tą samą dłonią, którą poprzedniej nocy przytrzymywał ręcę brzydkiej turystce nad głową. valery i jej brat odpowiedzieli mu usmiechem...potem uśmiechnęli sie jeszcze szczerzej do siebie nawzajem. Ironiczność tego gestu zalała chyba całe Morze Śródziemne.
Stanislav był z pochodzenia Rosjaninem, ale mieszkał od wielu lat w Niemczech. Tutaj, na wakacjach porozumiewał sie po niemiecku. Valery i jej przyjaciele nie znali tego jezyka dlatego kulawo rozmawiali ze Stanislavem poi angielsku. Rozumieli się.
Stanislav popatrzył na Valery i jej brata ubawionych po pachy. Zapytał, jak minęła im zabawa, którą to przeciez on organizował. Podziekował Valery za rolewanie tequilli z baru prosto do ust napalonych facetów, a na koniec zapytał ją "jak dlugo zabawiła". Valery z szerokim uśmiechem odpowiedziała, ze bawiła się do końca imprezy, na co Stanislav oblał się purpurowym rumieńcem. Zdał sobie sprawę, że cały ten czas, kiedy trzymał dłonie w górze opierając ropuche o bordową ściane klubu, był obserwowany. Juz wiedział, że Valery widziała go w tę noc z tamtą kobietą. Wszyscy troje wyszli z wody i natychmiast zmienili temat na jakikolwiek inny... jeszcze bardziej zenująco-nudny.
...dzis Valery ma numer Stanislava, on ma adres jej poczty mailowej. Żadne z nich nie odezwie się pierwsze. Pewnie juz nigdy się nie spotkają, a szkoda. Zabawna to była znajomość, której początku chyba sami nie znają. On nadal będzie przytrzymywał damskie ręce nad glowami w nocnych klubach, ona, wzdychać do Kurta przeszywającego ją spojrzeniem w sobotnie południa nad stertą warzyw.
[LOC]

czwartek, 11 września 2008

Zrozumieć kobietę

"Co to znaczy kochac męzczyznę? To znaczy kochać go na przekor sobie, na przekór niemu, na przekór całemu światu. To znaczy kochać go w sposób, na który nikt nie ma wpływu. Kochać jego pragnienia, a nawet jego awersje, kochać ból, jaki ci zadaje, ból, którego nie odczuwasz jako bólu, ból, o którym natychmiast zapominasz, który nie pozostawia śladów. Kochać to znaczy mieć tę wytrzymałość, która pozwala przechodzić przez wszystkie stany, od cierpienia do radości, z tą samą intensywnością.

Kobieca milość to jądro, to mgławica w głębi umysłu, to coś, do czego nie ma dostępu, czego nie może zmienić. Jakaś część mężczyzny wciąż w niej żyje. nawet gdyby odszedł, ta część by została. Tkwi w niej. Kobieta jest odbiciem meżczyzny, on jest jej odbiciem, żadne z nich nie może już istnieć oddzielnie.


L: Nie znudziło ci się odgrywać ciągle taką wspaniałą rolę?
G: Wspaniałą rolę? Nie pomyślałem o tym.
L: Mam tego dość. Tego, że domyślasz się błota, jakie mam w głowie, tego, że mnie rozumiesz, tego, że nie masz mi za złe, tego, że mi wybaczasz. Chciałabym, żebyś mnie nienawidził, żebyś mnie bił, żebyś mi ubliżał. Chciałabym, żebyś cierpiał tak jak ja."
"Małe zbrodnie małzeńskie" Eric Emmanuel Schmidt

środa, 20 sierpnia 2008

SennaJawa

...przecieram oczy odrętwiałymi kończynami,
zdaję się, że docierają do mnie dziwne brzmienia.
To zza ściany dochodzą szepty, nieraz podniesione głosy.
Kolejna noc pełna niepokoju. Co będzie jutro?
Czyja psychika tym razem zostanie zbesztana,
komu dziś dane będzie usłyszeć słów parę o swojej ułomności.
Czy są ludzie mający prawo potępiac sposób życia innych,
czy są oni az tak doskonali, ze wolno im krytykowac kazdy twoj ruch?

Spocone dłonie, lekko drżące członki,
szeroko otwarte oczy po środku ciemnej nocy.
Słuchać czy nie słuchać. Muzyka, tak muzyka.
Zagłuszanie tego, czego nie chce się uslyszeć najlepszą jest metodą.
Pozostaje jedyną metodą.
Mych ukochanych chcę wziąć do łóżka.
Pod me ramiona wtulić ich dusze by były wolne od takich wzruszeń.

Chyba zasnęłam, patrze już świta.
Wyjść z łóżka czy ukryc się pod pierzyną?
Nie wiesz co lepszym dla ciebie będzie,
uciekać wiecznie czy stawić czoła;
nie brać problemu zbyt na poważnie czy dostać w mordę za garść szczerości.

Ciarki po plecach już ci biegają, jelita znac o sobie dają.
Wiara w rozsądek, w ludzkości mądrość,
w miłość za miłość gdzieś uciekają.
Nie masz już czucia w swoich rączynach,
mózg się gdzieś podział, to sensu finał.

I nagle budzisz się roziskrzona, zalana potem i ucieszona,
że sen to tylko był, a nie twe życie lecz w tle zza ściany dochodzą już szepty ...
[LOC]

poniedziałek, 28 lipca 2008

usnu

Przychodzi co noc taka godzina, gdy sił nie starcza by powieki utrzymać. Przybieram wtedy pozycji tysiące by godnie przyjąć me sny nęcące. Jak kokonik, z głową gdzieś przy kolanie, raz na brzuchu, na plecach..czasem i z nogą na ścianie. Czuję oddech Hypnosa na karku. Chcę juz oddalić się w słodkim letargu! Chcę oddać się błogościom nocy, pobierać ciepło z głębin swych mocy. Lecz coś mi przeszkadza, staje na drodzę. Usiłuje to strącić... niestety nie mogę. Tysiace myśli, zmagań pokłady. wytężam swe ciało, umysł chce uśpić. Na nic me próby, na nic wysiłki. Widocznie nie jest mi dane ni chwili spanie... pozostaje tylko ciągłe czekanie.

[LOC]

czwartek, 24 lipca 2008

Odchył

„Oh, stay with me sweet memory”, błagalne słyszę słowa.
Łechce uszy muzyki szum przedzierający się przez ciszę…
Samotność zasiana w tłumie… tak zwanych przyjaciół…
O Święty Boże, Święty Mocny, Święty… a ja nieśmiertelna.

Być albo nie być, co to za pytanie, czy mogę mocnej biczować swe myśli?
W pamięci zagubione uroczo-fatalne wspomnienia, mą duszę ciągną do potepienia.
Czy „oczu moich chmurność…można ocalić od zapomnienia”?
O Święty Boże, Święty Mocny, Święty… a ja nieśmiertelna.

Ciężka głowa, o ociężała ma głowa.
Zamykam oczy z nadzieją, nadzieją na zapomnienie.
Z każdą sekundą ma niezbywalna świadomość BYCIA drażni coraz mocniej.
O Święty Boże, Święty Mocny, Święty… a ja nieśmiertelna.

Ile jeszcze zostało nam dróg na drodze życia, ile siebie w samym sobie?
Czy różnicę ktoś odnajdzie w trosce i obłudzie?
Już nie widzę sensu, sens się zapadł gdzieś, ot co.
O Święty Boże, Święty Mocny, Święty… a ja nieśmiertelna.

Kotom dali 9 żyć, gdzie jest sprawiedliwość.
Czy w twym życiu pełnym cnót podaruje ci ktoś drugie?
Mówią, że ptak składając skrzydła… momentalnie spada.
O Święty Boże, Święty Mocny, Święty… czy wyglądam jak nieśmiertelna?

Twa wrażliwość, Twoje czyny, nie dostrzegam ich.
Chce w codzienniej mej nudności móc odnaleźć choćby cień.
Cień co chodzi za mna nocą, nie opuszcza mnie i w dzień.
Cień nadziei, tej co mówi,ze nadejdzie lepszy czas.
Że to życie się odmieni, coś mu nada sens.
Będą oczy me się błyszczeć, będzie błyszczeć caly świat.
Wtedy powiem z przekonaniem, że mam w dupie wszystkich was.
[LOC]

poniedziałek, 14 lipca 2008

Nadmorskie klimaty

Moje przeszczepki
Słoneczny patrol...