Przychodzi co noc taka godzina, gdy sił nie starcza by powieki utrzymać. Przybieram wtedy pozycji tysiące by godnie przyjąć me sny nęcące. Jak kokonik, z głową gdzieś przy kolanie, raz na brzuchu, na plecach..czasem i z nogą na ścianie. Czuję oddech Hypnosa na karku. Chcę juz oddalić się w słodkim letargu! Chcę oddać się błogościom nocy, pobierać ciepło z głębin swych mocy. Lecz coś mi przeszkadza, staje na drodzę. Usiłuje to strącić... niestety nie mogę. Tysiace myśli, zmagań pokłady. wytężam swe ciało, umysł chce uśpić. Na nic me próby, na nic wysiłki. Widocznie nie jest mi dane ni chwili spanie... pozostaje tylko ciągłe czekanie.
[LOC]
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz